Przekręt wszechczasów część XXIII

Magia sądów cz. 2

Cieszę się bardzo, że dostaliśmy historię Wojtka z jego przygód sądowych. To jest idealny przykład na to, jak działa ta część systemu, tryby, gdzie przemiał będzie szybki, ale wcale nie bezbolesny.

Trafiając do tej zmielarki pierwszy raz, ktoś kto ma jeszcze jakieś iluzje na temat sprawiedliwości wewnątrz systemu - szybko zostanie z niej obmyty, niemal w kilka minut dowie się, że nikogo nie obchodzi co ma do powiedzenia, nawet jego "obrońca" to ktoś, kto tańczy tak, jak mu sędzia rozkaże, nawet jeżeli to jest na szkodę jego klienta. Pamiętacie jak mówiłem, że KAŻDY adwokat składa przysięgę lojalności wobec systemu PONAD tę, którą oferuje swojemu klientowi?

Jaś patrzy jak padają słowa, których do końca nie rozumie, teatr trwa, adwokat jego ma kluczową rolę, ma zagrać na tyle wiarygodnie, żeby Jaś uwierzył, że o niego walczy, ostro, już jest blisko ale... No, ale niestety, dowody są miażdżące i mimo najszczerszych chęci, Jaś musi beknąć, ale dobre wieści - tylko 500 zł, a mogło być przecież o wiele gorzej!!

A co z tymi, którzy płyną pod prąd i nie zgadzają się z tym co widzą, ci, którzy wiedzą co się dzieje i odbierają temu na piedestale pozycję administratora ich osoby prawnej? To się nazywa stripping titles game, czyli odbieranie tytułów. Człowiek taki wie kim jest, wie również, że sługa publiczny na podwyższeniu nie może pełnić najważniejszej roli wewnątrz osoby prawnej Jasia, bo tylko Jaś ma moc ANIMOWANIA tejże osoby! Czy jak Jaś wyciągnie kopyta, sędzia będzie mógł używać osoby prawnej Jasia? Oczywiście, że NIE, więc jakim cudem, na rozprawie to on (sędzia) przywłaszczył sobie pozycję administratora?!?!

Bo Jaś guzik z tego rozumie, dlatego.

Wojtek (mam nadzieję, że nie masz mi za złe, że piszę o twoim przypadku), mimo tego, że wie, że coś tu śmierdzi, nikomu krzywdy nie zrobił i nie uważa, że ma być ukarany - nie zabrał sędziemu roli administratora. Pamiętajmy, to jest tzw. chargé. Ktoś musi zapłacić i cała ta szajka prawna będzie grać tak, aby tym płacącym na sam koniec został właśnie Wojtek.

Bardzo proszę tych, którzy chcą się więcej dowiedzieć o obejrzenie (wiele razy) seminariów Deana na YT, to jest najlepsze źródło informacji na temat tego, co się dzieje w sądzie, kto nam ukradł prawo administrowania swojej własności (osoby prawnej).

Najgorsze jest to, że nawet jak się nauczymy co się dzieje, kto jest kim, nawet jak urośnie nam dobra para tzw. cojones, żeby głośno się zacząć bronić - ci ludzie wiedzą, że są bezkarni w większości przypadków. Nie raz sędzia zawołał do ławy oskarżonego i powiedział mu wprost "my tu łamiemy prawo codziennie, nie masz szans" i robią co chcą. Jest u ich boku tłum tzw. użytecznych idiotów, policjantów, strażników, gardy i innych przebierańców, którzy celowo trzymani są w słodkiej ignorancji, właśnie po to, żeby mogli ślepo wykonywać rozkazy.

Był przypadek, chyba w stanie Georgia, że facet nie dostał się do policji, bo miał za dużo punktów na egzaminie na inteligencję i pozwał policję do sądu. To wszystko tłumaczy - ostatnią rzeczą, jakiej system potrzebuje, to człowiek z odznaką na tyle mądry, że zacznie zadawać niewygodne pytania i kwestionować rozkazy.

To czy mamy szanse wygrać w sądzie w ogóle? Czy to stracony czas, i lepiej się poddać od razu i wybecelowac czego żądają? Jasne, że mamy, możemy stamtąd wyjść po tym, jak sędzia sam rozkmini, że jesteśmy niesmacznym kąskiem, ale bezpieczni na tyle, że nie zrobi z nas ofiary dla przykładu. Co mam na myśli:

Po pierwsze - poważną edukację zanim odpowiemy salwą na atak; przychodząc do sądu na betona, od razu mówię, że nie masz najmniejszej szansy wyjść z tej opresji bez szwanku;

Po drugie - im mniej mówimy słów, które nam się wydają mądre, tym lepiej, im więcej zadajemy pytań, tym mniej musimy odpowiadać na ich pytania;

Po trzecie - zamiast tonąć w ich legalnych bzdurach, zaangażować zdolność myślenia, system się opiera na procedurach, nie na logice, to jest poważne miejsce, gdzie można zrobić rysę i pozwolić im się wyłożyć.

Podam kilka krótkich przykładów z życia, są prawdziwe i bardzo wymowne.

Brat Deana - oskarżony o jazdę bez prawka, samochodem bez ubezpieczenia, stawianie oporu przy aresztowaniu i kupę innych bzdur, na pytanie, czy się przyznaje do winy - jego odpowiedz była wyjątkowo krótka - czy pomylił mnie pan z agentem rządowym? Czy ja mam na sobie uniform? Czy tzw. ustawy dotyczą kogoś, kto nie jest rządowym agentem? Nie mam nic więcej do powiedzenia, wychodzę stąd. Nikt go nawet nie zatrzymał, na odchodne sędzia rzucił pogróżkę, że wystawi nakaz aresztowania, ten parsknął śmiechem i wyszedł.

Innym razem, ktoś zapytany o potwierdzenie tożsamości zapytał sędziego: "czy jak potwierdzę, że jestem John Smith to wejdę z tobą w jakiś kontrakt?" „Sprawa odwołana” usłyszał tylko i wyszedł.

Ktoś inny zadał sędziemu tylko jedno pytanie na samym początku: "w jakiej roli ja tu dzisiaj występuję? Na pewno nie w roli człowieka równego tobie, bo ty możesz mnie tu wezwać jak swojego służącego, wbrew mojej woli, więc jaką czapkę noszę dzisiaj? Mam ich wiele, więc powiedz, którą na siłę dziś mi założono na głowę". Sędzia wywalił go z sali oddalając zarzuty.

Nie twierdzę, że wszystkie sprawy tak będą wyglądać, sędziowie są trenowani na takie wypadki coraz częściej, ale to właśnie logika i proste pytania są najtrudniejsze do odbicia. Na sali mogą siedzieć gapie, ludzie, którzy słysząc takie pytania zaczną trybić w swoich mózgownicach i być może, oni sami kiedyś sprawią problem w tej zmielarce, więc bardzo często odrzuca się sprawę a konto przyszłych dochodów z innych baranów, tych, którzy są jeszcze w głębokim, zimowym śnie.

Jest taka grupa ludzi, chyba w US, nazywają się SOLUTIONS IN COMMERCE, i oni uczą całej sądowej magii, kiedyś słyszałem, jak powiedzieli coś, co utkwiło mi w pamięci. System sądowy jest po to, żeby stanowić niejako firewall. Bramę, a właściwie płot, który oddzieli tych, którzy są odpowiedzialni od tych, którzy są jeszcze w wieku niemowlęcym. To sędziowie mają za zadanie bronić tejże struktury poprzez przemiał owiec, oddzielenie naprawdę obudzonych od tych, których motywacją kwestionowania systemu jest tylko zejście z haczyka i uniknięcie kary. Coś w tym jest myślę. Jeżeli możliwe jest nauczyć się kim jesteśmy, dotrzeć do tej ukrytej niejako wiedzy, potem wziąć kontrolę nad swoim życiem do tego stopnia, że sędzia zejdzie z wokandy, ukłoni się i wyjdzie, wtedy taki delikwent może przejść tę bramę, gdzie już nigdy nie zapłaci centa za zbrodnie przeciwko korporacji. Dopóki motywacją jest co innego, jak przejęcie 100% odpowiedzialności za swoje czyny - nikt nie przestąpi tego progu.

Wychodząc z sądu, po tym jak nas przemielono w 10 minut i obdarto z godności, zaczynamy myśleć, jak to możliwe, że zredukowano nas do robota, do trybu, który nie ma prawa do swojego zdania, ma tylko płacić, zamknąć japę i płacić, pracować dla kogoś innego. To myślę, może być tzw. holy shit, moment, kiedy dostajemy z liścia w twarz od podwórkowego twardziela i zaczynamy trenować boks, żeby wrócić za jakiś czas i spuścić mu manto.

Piotras

C.d.n.