Przekręt wszechczasów część XXIV

Prywatny administracyjny proces ugodowy

Chciałbym przedstawić proces, dzięki któremu - po raz kolejny - odzyskałem pieniądze od klienta, który - że tak powiem - miał inny pomysł, niż zapłacić mi za moją pracę, co w dzisiejszych czasach dzieje się dosyć często niestety.

Informacje te, są niesamowicie użyteczne, i ich moc prawna wykracza poza ramy zwykłych listów, pogróżek, i wszelakich zabiegów, żeby odebrać swoje mienie od cwaniaków, którzy myślą, że nie muszą płacić za ludzką pracę.

Tego lata wykonałem dosyć duży projekt dla właściciela nowo otwartego pubu, wymieniliśmy się emailami, zdjęciami, w końcu ja wystawiłem cenę i otrzymałem zielone światło do roboty. Proszę zauważyć, że nie mieliśmy żadnego pisemnego kontraktu, papierów, podpisów itp., nawiążę do tego faktu nieco później.

Wszystkie projekty wykonałem w warsztacie, zostały dostarczone i zainstalowane, po czym wysłałem mu pierwszy rachunek za część robót, myśląc, że zawsze łatwiej jest płacić po trochu, niż wszystko na raz. Odpowiedz była "OK, zapłacę do końca tygodnia”, to było miesiąc temu. Czas płatności minął, a ja dostałem prośbę o trochę czasu, do momentu otwarcia, wtedy mi zapłaci. Ja odpisałem "OK", ale wtedy wysyłam wszystkie rachunki na raz i oczekuję zapłaty. Napisałem w sposób taki, że brak odpowiedzi z jego strony oznacza zaakceptowanie warunków płatności. Forma takich korespondencji jest tu niezmiernie ważna.

Przyszedł czas otwarcia, więc wystawiłem cały rachunek emailem. Nie otrzymałem odpowiedzi. Kilka dni później, wysłałem kopię papierową listem poleconym, odebrano - brak odpowiedzi. Więc uruchomiłem machinę i już opisuję jak to działa.

Najważniejszą rzeczą w tej całej sytuacji jest tzw. injury - czyli krzywda, jaką jedna strona kontraktu zrobiła drugiej i okoliczności jakie temu towarzyszyły. Druga bardzo ważna rzecz - jeżeli chcesz to wygrać niemal z automatu - ZAWSZE musisz być tym honorowym, nie możesz pozwolić sobie na żadne zagrywki, bo to zmniejszy twoje szanse na szybki wynik.

Zapomniałem dodać, że po tym jak nie otrzymałem pieniędzy po pierwszym rachunku, pojechałem dokończyć coś, i pomoc w kilku drobnych rzeczach, mimo, że już wiedziałem, że będzie problem z płatnościami. A to właśnie po to, żeby zawsze dotrzymać swojej części umowy, jeszcze rok temu, po tym jak mi nie zapłacił - dałbym mu środkowy palec i więcej nic nie kończył, dzisiaj już tak nie zrobię.

Proces po stronie prywatnej, dzięki któremu możemy odzyskać niemal wszystko co się nam należy i to czasem z grubą nawiązką wygląda tak - wszystko poleconym:

  1. Zawiadomienie o niedotrzymaniu warunków umowy, wyrządzonej krzywdzie i okazja na zadośćuczynienie (nie brzmi to po polsku ładnie, ale chodzi o sens, na pewno znajdziecie lepsze słownictwo).

W tym dokumencie oświadczamy gdzie dokładnie kontrakt został złamany, dlatego b. ważne jest dotrzymać swojej części do samego końca. Wyjaśniamy również, że poprzez to zachowanie doznajemy krzywdy finansowej: nie otrzymałem zapłaty, nie mam jak zapłacić rachunków, kupić jedzenia itp. To się nazywa consequential damages, czyli krzywdy, które wynikają pośrednio z zerwania umowy, bądź odmowy zapłaty. Dajemy 10 dni na odpowiedź, przyjęło się, że 3 dni na dostarczenie, 3 dni na odpisanie, 3 dni na powrót, 1 dzień extra. Wysyłamy poleconym na nazwisko i adres osoby odpowiedzialnej, kopie chowamy do teczki razem z paragonem z poczty. Koniec.

  1. Jeżeli dostaniemy zapłatę, to koniec sprawy. Jeżeli nie, i nie wróci do nas odpowiedź dlaczego nie otrzymaliśmy pieniędzy (uzasadniona prawnie, złożona pod przysięgą z pełną odpowiedzialnością - inaczej taka odpowiedź jest nieważna). Wysyłamy następne pismo tym samym sposobem:

Zawiadomienie o braku odpowiedzi, szansa na zadośćuczynienie krzywdy i informacja o obowiązku uiszczenia opłat za spóźnienie.

W tym dokumencie, piszemy trochę coś, co wydaje się śmieszne, ale musi być. Dajemy jeszcze raz szansę naszemu przeciwnikowi na to, żeby w porę się zorientował, że robi nam krzywdę, i dajemy mu szansę na naprawę sytuacji.

Druga część owej korespondencji to informacja o naliczaniu karnych odsetek za przetrzymywanie mojej własności (moja wyplata) bez mojej zgody. Suma jakiej zażądamy musi być realna, nie dostaniemy 9000.000 zł dziennie nawet jak wygramy w sądzie. Ja zażądałem £40 za dobę, za to, że on nie wypłacił mi £1300, więc w granicach rozsądku.

Bardzo ważne, żeby te pisma napisać w odpowiedni sposób, taki, który umożliwia zaakceptowanie poprzez brak odpowiedzi. 10 dni na odezwę z powrotem, kopia do teczki + paragon.

Po tym jak wysłaliśmy 2 papier, drogą poleconą, dołączamy tzw. fee schedule, czyli termin płatności karnych odsetek. Ten dokument musi być napisany w formie automatycznego kontraktu. Brzmi to zabawnie, ale w skrócie powiem, że forma pisania owych dokumentów jest niezmiernie ważna. Ten, który ja wysłałem pokrótce miał taką formę:

"W związku z tym, że zdecydowałeś przetrzymywać moją własność (moją zaplatę £1300) bez mojej zgody, proponuję opłatę dzienną w wysokości £40 przez okres trwania procesu administracyjnego. Jeżeli nie jesteś zainteresowany tą ofertą - zwróć moją należność w przeciągu 10 dni od otrzymania tego pisma, jeżeli się zgadzasz - nie musisz robić nic, odsetki zostaną naliczane 11 dnia od daty doręczenia tej oferty"

To może wydać się śmieszne, ale proszę mi wierzyć - działa, nie mówię tego, bo gdzieś przeczytałem, ale miałem okazję wykorzystać ten system niejednokrotnie. Ludzie, gdy nie rozumieją co czytają - często idą po poradę do swoich adwokatów - a ci z mety mówią im, że mają wielki problem i sprawa zwykle kończy się błyskawicznie - tak jak to miało miejsce teraz.

Więc oba pisma wysłane, czekamy, dajemy przeciwnikowi wszelkie szanse, żeby naprawił swój błąd. Jeżeli to zrobi i zapłaci za moją pracę - koniec procesu, jeżeli nie, następny etap.

  1. Kolejnym, najważniejszym elementem tego procesu jest tzw. AFFIDAVIT, czyli oświadczenie pod przysięgą. Ten dokument ma tak ogromną moc prawną, że praktycznie zostawiony bez odpowiedzi - jest już wyrokiem, po stronie prywatnej, zanim przejdzie do publicznej.

Affidavit musi zawierać WYŁĄCZNIE fakty, nie ma tu miejsca na osobiste opinie, uczucia, żale itp. To jest dokument napisany zwykle w punktach, na które druga strona musi odpowiedzieć pod przysięgą - PUNKT PO PUNKCIE, nie wolno zostawić ani jednego bez odpowiedzi. Jak ma to wyglądać - proszę zajrzeć na szatę na necie, a treść ma zawierać tylko to, co się stało:

  1. dnia tego i tego wykonałem taką pracę dla ... z terminem płatności ....
  2. nie otrzymałem zapłaty do dnia dzisiejszego.
  3. dnia ... zostało wysłane pismo o wyrządzeniu krzywdy i możliwości zadośćuczynienia. Brak odpowiedzi, pismo doręczone ... dowód doręczenia ...
  4. dnia .... doręczono ... pismo o braku odpowiedzi i kolejna możliwość uiszczenia opłaty. Załączono ofertę płatności karnych, która została zaakceptowana, dowód doręczenia ...
  5. należności nie zostały wpłacone za wykonaną pracę, nie zostało dostarczone uzasadnienie prawne tejże sytuacji. Nie otrzymałem żadnej odpowiedzi od ....

Nic więcej nie musi znajdować się, jeżeli chodzi o samą treść. Oczywiście forma tego pisma musi odpowiadać wymaganiom - jest na necie mnóstwo przykładów - podpisane własnoręcznie.

Proszę mieć na uwadze, że ten dokument to obusieczny miecz - jeżeli znajdzie się w nim coś, co nie jest prawdą - ilość kłopotów jaka może do nas wrócić jest ogromna, w świecie biznesu tylko morderstwo ma większy kaliber niż składanie fałszywych zeznań pod przysięgą, za to długie są lata za kratami.

Takie pismo wysyłamy poleconym do przeciwnika i znów dajemy mu 10 dni na odpowiedź. Jeżeli zapłaci - koniec, jeżeli nie - ostatnim dokumentem przed procesem sądowym jest tzw. certificate of default - czyli dowód poddania sprawy w wolnym tłumaczeniu.

Ten dokument ma tylko za zadanie powiadomić drugą stronę, że zrobiliśmy wszystko co było w naszej mocy, żeby dać mu szansę naprawienia krzywdy, jaką nam wyrządził przez zatrzymanie naszej wypłaty. Nie musimy już mu dawać czasu na odpowiedź, czekać na nic, dostaje ten papier, a my idziemy do sądu po papiery, żeby sporządzić pozew.

Do tego pozwu zostanie dołączony nasz proces administracyjny, cały, z kompletem paragonów z poczty tak, aby koleś na wokandzie w kilka minut po przeczytaniu miał pełny obraz sytuacji. Nie zostaje nic otwarte do interpretacji, nie ma miejsca na adwokackie banialuki, grę słówek itp. Tu jest wszystko czarno na białym, sędzia zazwyczaj potrzebuje krótkiej rozmowy i wyrok zostaje ogłoszony na rzecz pozywającego. Tak to działa tutaj, nie wiem na ile to jest skuteczne w tak rąbniętym kraju jak Polska, więc tu się nie mogę wypowiedzieć.

Ten proces dużo ludzi wykorzystuje przeciwko aparatowi władzy, działa niemal tak samo, ale o tym napiszę w innym artykule.

Na koniec jedna z najważniejszych maksym prawnych w dzisiejszym świecie:

UNREBUTTED AFFIDAVIT STANDS AS TRUE, czyli zeznanie pod przysięgą, na które nie było odpowiedzi - jest prawdą. W każdej sprawie sądowej, dlatego właśnie, jeśli zatrudnisz adwokata, ten zrobi wszystko, żeby taki papier nie znalazł się w aktach jak najdłużej się da.

Dokument zwany AFFIDAVIT, czyli zeznanie pod przysięgą MUSI być podbity notarialnie. Składamy takie pismo do kupy i idziemy do notariusza. Ci ludzie mają bardzo ważną rolę w systemie, to nie tylko ktoś, kto jest oficjalnym świadkiem naszej prawdy, może trochę jak klucznik z Matrixa - pozwalają dokumentom przejść z jurysdykcji prywatnej do publicznej. Swoim podpisem otwierają bramę do systemu, teraz nasz dokument zawierający wyłącznie prawdę i fakty MUSI być uznany i zauważony przez sędziego, nie ma innej opcji. Co więcej, nikt nie ma prawa zmieniać jego zawartości, sam sędzia ryzykuje swoją posadę, jeżeli zechce z tym dokumentem cokolwiek zrobić. Jedyna osoba, która może odnieść się do naszego affidavit jest nasz adresat/przeciwnik i musi zrobić to punkt po punkcie i do tego pod przysięgą, wyłącznie tak jego zdanie ma jakieś znaczenie. Inaczej - nie, i nasza prawda czeka tylko na uznanie w systemie/publicznym przez przedstawiciela sądu, nic poza tym.

Interesująca sprawa - jeżeli nie mamy siana na notariusza, bądź po prostu nie chcemy wydawać, wystarczy poprosić 3 osoby nigdy nie karane o podpisanie naszego affidavit. To ma dokładnie taką samą moc jak notariusz, tylko nie wygląda aż tak oficjalnie. Jeżeli chcemy zrobić dobre wrażenie na przeciwniku, myślę że parę groszy na notariusza to niewielki wydatek, zwłaszcza jeżeli staramy się odzyskać dużą sumę, poza tym możemy odzyskać wszystkie koszty po procesie, bo prawdę mówiąc, zachowanie naszego adresata zmusiło nas do kosztów.

3 men of good standing - i dokument przechodzi do jurysdykcji publicznej.

Piotras

c.d.n.