Dług publiczny

Kiedyś miałem okazję posłuchać kilku ciekawych wykładów, potem niestety zniknęły z sieci, i mimo że szukałem ich długo - nie znalazłem. Jeszcze nie tak dawno były małe, prywatne rozgłośnie radiowe, gdzie było mnóstwo materiału, ale właściciele byli sądzeni i zastraszani, dzisiaj już ich jest naprawdę niewiele.

Kiedyś słuchałem wykładu na temat długu publicznego, to co teraz napiszę, jest tylko małą częścią tego, oczywiście do przemyślenia i własnego rozważenia - jak wszystko zresztą.

Cały czas słyszymy o długu publicznym, nawet w Warszawie chyba kiedyś widziałem jakiś elektroniczny wyświetlacz gdzie mnóstwo cyferek się ciągle zmienia, suma rośnie, dług rośnie - tylko czy ktoś się kiedyś zastanowił skąd ten pomysł się w ogóle wziął??

Wiemy już, że w tym zakichanym systemie mamy 2 strony naszego życia - prywatną i publiczną ( ta druga, to też jest nie do końca jasna, ale o tym później).

Będąc po stronie prywatnej, w swojej indywidualnej roli, jako człowiek, żyjący, z krwi i kości, rdzenny na tej ziemi, mamy swoje prawa, jakkolwiek by je zwał, boskie, naturalne, itp. nie ma tu żadnego długu dopóki ktoś z nas nie wejdzie w jakąś umowę i jej nie dotrzyma, bądź zrobi komuś jakąś krzywdę, cielesną bądź materialną. Nie jesteśmy też obiektem durnych regulacji zwanych ustawami, żadnych debilnych bohomazów nie musimy przestrzegać - to tylko tak pokrótce.

Po stronie publicznej, tej gdzie wszyscy tak ochoczo nazywają się OBYWATELAMI jest trochę inaczej, a właściwie zupełnie inaczej, tak jakbyś przeszedł na drugą stronę lustra, tu zdrowy rozsadek i prawo niewiele mają do powiedzenia. Tu jest świat iluzji i szaleńców, dzięki którym nasz kraj i świat zmierzają ku zwyklej, totalnej rozpierdolce.

A jak to się ma do długu publicznego? No właśnie, to jest dług publiczny, nie prywatny. Jeśli ktoś słyszy w tv, że każdy obywatel jest już zadłużony na tyle tysięcy - to jak myślicie, co to znaczy, że Jaś nagle ma 30 000 długu, mimo że się dopiero urodził?

Żeby to chociaż trochę ogarnąć trzeba przemyśleć czy ustawy, i ludzie tworzący pieniądze dla całego kraju maja coś wspólnego, bo jeśli tak - to możemy wyciągnąć wniosek, kto tak naprawdę jest te pieniądze krewny i komu, zapewniam was, że to nie jest żaden z nas...

Proszę puścić wodze fantazji i pomyśleć nad tym:

Rząd będąc tworem korporacyjnym musi mieć kupę siana na swoją działalność, zupełnie tak, jak każda firma, pożycza pieniądze a konto przyszłych zysków w nadziei, że te przekroczą znacznie nie tylko samą pożyczkę, ale również i odsetki, zostawiając zarządowi tej firmy pełne portfele. Wiemy już, na całym świecie właściwie - to PRYWATNE banki pożyczają pieniądze dla rządu - to już nie jest żadna tajemnica.

Ok, idąc tym tokiem myślenia, kiedy ktoś ma firmę i chce pożyczyć pieniądze od prywatnej instytucji (bank) na swoją działalność - musi - z reguły - mieć coś pod zastaw, prawda? Jeśli rząd nie ma nic swojego (bo wszystko albo ukradł od ludzi albo mu ludzie darowali), co takiego może zostawić pod zastaw, żeby dostać tę pożyczkę od prywatnego banku? Nas i naszą pracę .... nic więcej, bo rząd nic nie ma - pamiętacie?

Nie może nas nikt oficjalnie skroić z kasy, do tego służy strona publiczna, tu kiedy chętnie wypełniamy akt urodzenia, potem dumnie odbieramy dowód osobisty - zostajemy "przyjęci" do tej rodziny - tej strony publicznej, zostajemy pracownikami RP, i tym samym zabezpieczeniem wszystkich pożyczek jakie prywatne kartele bankowe będą udzielać naszemu kierownictwu ( rząd/zarząd RP), ciekawe prawda?

A jak to działa? Zarząd RP stara się usilnie dowiedzieć, kto gdzie mieszka, meldunki, srunki, cenzusy, rejestracje, urzędy, nieskończona liczba darmozjadów w urzędach wypełnia tony papieru, a nierzadko my sami lecimy ich poinformować o naszym pobycie.

Zarząd RP, oprócz podatków dochodowych na rzecz (tylko) odsetek od pożyczki i dziesiątek innych poukrywanych podatków ściąga kasę na spłatę pożyczki. To już każdy wie, ale co jest ciekawe - to mechanizm powstawania tejże pożyczki i jej związek z długiem publicznym.

Załóżmy, że zarząd RP potrzebuje - wstępnie - 50 000 000 000 na cały rok swojej działalności, to musi pożyczyć. Wiedzą pi razy oko, ile mogą się spodziewać z wpływów za podatki wszelakiej maści. Ale potrzebują jeszcze coś, co będzie służyć nabijaniu kabzy, przez długi czas, tak aby źródełko nie wyschło, bo bankierzy czekają na swoje "pieniądze", mimo, że zajęło im to tylko parę minut, żeby wklepać coś do kompa - cały kraj będzie zasuwać przez cały rok - ale to już inna historia.

Więc zarząd RP ma do dyspozycji mechanizm zwany ustawą - bardzo ciekawy twór. W jakimś większym lub mniejszym pokoju zasiadają sobie członkowie zarządu RP i ich delegaci, tu będą się mocno wysilać, żeby stworzyć "prawo" (ustawę), która będzie na tyle dochodowa i na tyle do przyjęcia przez pracowników RP, że nie wywoła buntu. Tu będą stworzone najróżniejsze herezje, dosłownie, od obowiązku zapięcia pasów, posiadania licencji już prawie na wszystko, kar za wszystko, mandatów, parkometrów, fotoradarów i nieskończonej ilości sposobów, żeby ładnie "zgodnie z prawem" kroić lemingi i mieć na spłatę pożyczki - schemat bardzo prosty.

Zupełnie tak, jak pracując dla Coca Coli, dostajecie pismo rano, że od przyszłego miesiąca każdy pracownik ma obowiązek kupowania nowego uniformu raz w miesiącu - za swoje pieniądze, ten uniform będzie produkowany przez firmę X, której de facto właścicielem jest kto? Prezes Coca Coli... Wewnątrz korporacji nie macie nic do gadania, nie podoba się - to za bramę (tylko w realu RP nie puści nas tak łatwo.)

Więc tworzona jest ustawa, na przykład o obowiązku posiadania licencji na sprzedawanie ekologicznego jedzenia. Gnidy urzędowe robią raporty, ile jest w kraju biznesów o tym charakterze, ile kasy wpłynie z "obowiązku" licencji, jakiś procent extra - za kary, terminy, grzywny itp. i mamy szacunkową sumę, jaka wpłynie do zarządu RP z tytułu tejże jednej tylko ustawy. RP po takich obliczeniach zwraca się do prywatnego banku o pożyczkę, a pod zastaw daje właśnie przyszły dochód z obowiązku wykupienia licencji na sprzedawanie ekologicznej marchewki.

Teraz proszę pomyśleć, ile tysięcy debilnych ustaw powstaje niemal cały czas??? Każda ma przynieść RP określony zysk...

Z tego co zdążyłem się dowiedzieć, oprócz stereotypowego powodu powstawania ustaw - czyli kontrola i zamordyzm - koszenie niewyobrażalnej ilości pieniędzy idzie łeb w łeb.

Jak to się ma do długu publicznego i kto tak naprawdę jest coś winien i komu? Zarząd RP delikatnie mówiąc średnio radzi sobie z zarzadzaniem budżetem, może dlatego, że niekończący się apetyt świńskich ryjów przy korycie wybiega poza granice nie tylko zdrowego rozsądku, ale chyba nawet naszej galaktyki. Ich szacunkowe obliczenia w polaczeniu w luksusem do jakiego przywykli mija się nieco z tym, co pożyczyli od prywatnego banku, a już na pewno mijają się z ich prognozami zarobku na lemingowym stadku. Te dwie kluczowe sprawy mijają się tak, że powstaje coś jak czarna dziura, która dzięki aparatowi niekończących się odsetek powiększa się niczym w filmie sf.

Machina potrzebuje pieniędzy na działanie, setki tysięcy urzędników, sędziów, policjantów, rożnej maści "władzy" musi przynieść bekon do domku, bo inaczej wszystko zachwieje się w swoich fundamentach.

Tak - moim zdaniem - powstaje tzw. dług, na pewno jest jeszcze wiele czynników, o których ja nie mam zielonego pojęcia, ale jest coś, o czym przeczytałem od bardzo mądrego człowieka.

"Dług publiczny, to dług rządu wobec mieszkańców ziemi (rdzennych), na której ten rząd ma zaszczyt działać".

Co to znaczy? Znów wrócę do przykładu nieszczęsnej Coca Coli. Jeśli zarząd Coca Coli w swoich bezdennie głupich decyzjach (zarząd RP) spowodował zadłużenie firmy, czy ten dług jest automatycznie przekazany na każdą OSOBĘ pracującą w Coca Coli? Ktoś może powiedzieć - dlaczego nie, firma wisi, wszyscy wisimy - tylko co, jeśli ja się zwalniam, idę za bramę, czy teraz też jestem winien wierzycielom Coca Coli? Oczywiście, że nie.

Ten cały scam z długiem publicznym, to jest jedna wielka ściema, to zarząd RP, zupełnie jak zarząd Coca Coli postanowił obarczyć swoją nieudolną działalnością i długami z niej wynikającymi swoich pracowników, nic więcej.

Jeśli pracownicy biorą tę decyzję na klatę i postanawiają pracować za mniej (cięcia płac), nie mieć dodatku świątecznego (zabierają świadczenia), pracować dłużej (wydłużony wiek emerytalny) i dziesiątki innych fanaberii po to, żeby spłacić czyjeś złe decyzje i brak kontroli nad swoim apetytem - to proszę bardzo, każdy ma wybór. Chcę tylko zaznaczyć, że każdy z nas ma prawo do tego, żeby się zwolnić z tej nieudolnie prowadzonej firmy (RP).

Tu po stronie prywatnej, gdzie dowód osobisty i wszystkie kontrakty leżą sobie w szufladzie pokryte kurzem - nie mamy żadnego długu, co więcej, jak powiedział ten mądry człowiek - to jest dług rządu względem rdzennych w prywatnym statusie.

My, Polacy, ludzie z tej ziemi, daliśmy przywilej rządowi, żeby w ogóle zaistniał, daliśmy im wszystko co mają, nawet gacie na tłustych dupach, daliśmy im pod opiekę naszą spuściznę, majątek ziemi, w zamian za to, że nie tylko będą robić dobrą robotę prowadząc ten biznes, ale będą nam wypłacać dywidendy - jak w normalnej korporacji. A jest zupełnie odwrotnie, i nie zanosi się na zmiany w tym departamencie, przynajmniej na razie.

Dług publiczny - to dług naszych pracowników (RP) wobec nas, żyjących ludzi na tej ziemi. Ale gdy przechodzimy na drugą stronę, stronę publiczną, wewnątrz korporacji RP, stajemy się nagle odpowiedzialni ( wg. RP) za ich długi...

To wszystko zakrawa na szaleństwo, ale mantry powtarzane na każdym kroku - że wszyscy mamy jakieś długi - nawet nie narodzone dzieci - są tak już zakorzenione w świadomości statystycznego Polaka, że nawet nie zadaje sobie żadnych pytań - łyka wszystko.

Piotras

C.d.n.